Na czerwonym Bagnie

Bo zachód słońca najlepiej powiązać ze wschodem, a Biebrza pozwala na takie ekscesy. Zostańmy! Tylko trzeba jeszcze pojechać na drugą stronę Biebrzy i przez Grajewo (orientując się na Augustów) znaleźć drogowskaz do Woźnejwsi. Miniemy Jezioro Dreństwo i dojedziemy do Zagrody Kuwasy - to porządne miejsce na strawę i nocleg. A jak czas pozwoli, to kilka kilometrów dalej jest coś, co urodę Biebrzy ukazuje w tysiącach postaci. To Obwód Ochronny Grzędy z Ośrodkiem Rehabilitacji Zwierząt. Miniskansen obok leśniczówki będzie wstępem do opowieści o tubylcach, którzy żyli tylko z tego, co dawał las i woda. Poproście tam Irka Mastalerskiego albo Anię Dobrydnio o pokazanie swojego zwierzyńca. Tu na wolności żyje kilka tabunów koników polskich, potomków dzikiego tarpana. Dalej w zagrodach ośrodka swoje dzikie życie prowadzi locha Doda, a jej towarzyszka Mandaryna wybrała wolność. Obok dumnie spacerują Wala i Wiktor - para łosi, która nie poradzi już na wolności. Wala bywa ostra wobec gości, a ciężka jest i gdy uszy położy na głowie, lepiej jej zejść z drogi. A i po co wchodzić, łosie mają swój mały świat za wysokim ogrodzeniem. Ich towarzyszem jest nie kto inny, a gwiazda filmów przyrodniczych - wilk Borys. Groźny, dziki, zły. Tylko pan Irek i pani Ania mają u niego odrobinę moresu.

Nie jedziemy, idziemy - tu jest zakaz wjazdu dla wszelkich pojazdów, może co najwyżej rower jest dopuszczalny. Lepiej jednak pójść. Albo szlakiem w borze bagiennym, albo dwa kilometry dalej kładką drewnianą - tej końca nie widać, a złudna perspektywa i szczyty brzóz wskazują drogę do... Na sam skraj Czerwonego Bagna! Uwaga, rezerwat! I to najstarszy w Polsce. Urodę tego miejsca trzeba już ocenić samemu, ale jedno jest pewne - tu ludzie pięknieją, działa odmładzający eliksir aromatoterapii i narkoza tlenowa. Zachód słońca, o jakim można tylko pomarzyć...

A wschód? Trzeba znów przelecieć się obok biebrzańskiego zoologu, minąć ścieżkę w bór bagienny i odnaleźć... Wydmy! Ogromne, prawie nierealne w tej rzeczywistości. Z mgły wyjść może wataha wilków, a już pewne, że te drapieżniki czają się w chaszczach przy drodze na Wilczą Górę i Nowy Świat. Żeru mają tu dość, człowieka nie zaatakowały, jeszcze... Warto podjąć ryzyko. Dlaczego? Ano dla widoku czerwonej tarczy słońca nad bezkresem mokradeł z kępami brzóz jak fatamorgana. W oddali zamajaczy... wieża kościoła w Dolistowie, po lewej Goniądz! Na przełaj byłoby kilka może z 10 kilometrów, ale tylko rodzimi kosiarze łąk ryzykowali niegdyś przeprawy przez te błota. Kochani! Tu zabiebrzyć się można od pierwszego wejrzenia - w słońcu i zieleni się zatopić, w klangorze żurawi się unieść. Drugiej strony wydm chroni ściana lasu, a człowiek przy niej jest jak kruszynka wtopiona w żywiczną naturę. Wracamy, ale tuż za zakrętem jest mały kawałeczek drewnianej kładki i dalej mostek nad źródliskiem w uroczysku. Cicho, prosimy o ciszę. Usłyszycie muzykę i wiersze i obrazy zobaczycie godne impresjonistów.

W tym zadumaniu nie można ominąć borku bartnego. To kawałek ścieżki, ale tu trzeba spoglądać w górę. Pod szczytami sosen bartnicy z Baszkirii udziali prawdziwe barcie, a te zasiedliły natychmiast roje leśnych pszczół. Dalej są jeszcze barcie - leżaki i inne - stojaki. Takie same, jak dawni mieszkańcy Grzęd dziali ku pokrzepieniu zdrowia.

Biebrza, maj 2010 Kazimierz Radzajewski