Dobre duchy Pani Twierdzy
Tego fortu nie zdobył nikt i może dlatego, a także z obecności polskiej armii wynika, że Twierdza Osowiec jest prawdziwą perłą architektury fortecznej. Potężne umocnienia z betonu i stali zbudowali carscy inżynierowie w najwęższym odcinku bagien. Fortyfikacje ciągną się kilometrami. Podróżni zawsze znajdą przy samej drodze i obok mostu na Kanale Rudzkim rozbity schron, gigantycznych rozmiarów. Obok w świat Biebrzy wprowadzi wieża widokowa, jakich jest moc na każdym mokradłowym szlaku. Koniecznie trzeba przejść się kładką edukacyjną, z drugiej strony drogi. Świetne miejsce na przerwę w podróży, ale trzeba uważać - ta drewniana kładka z gniazdami remizów na wierzbach i bobrzymi żeremiami w trzcinach, uzależnia... Jedni mawiają, że jest to ścieżka romantycznogenna, inni oczyma wielkimi jak pięciozłotówki chłoną życiodajną zieleń. To bagna w zasadniczej ich oprawie, a i wodniczka zaleci w trzciny i łoś wystawi łeb z oczeretów. Dziwną postać przyjmuje te miejsce wczesną wiosną, gdy purpurowe łozy grają w brązach trzcin, a skute lodem rozlewiska nadają im wręcz marsjański obraz. U końca ścieżki można spojrzeć na ruiny Fortu II Zarzecznego. Jest to zespół schronów okolony fosą. Tylko ostrożnie. Tu trzeba uważać na ukryte studnie i rozpadliny w ruinach.
Drogowym mostem na Biebrzy wróćmy do zasadniczej twierdzy. Tuż obok bramy Jednostki Wojskowej mieści się siedziba Biebrzańskiego Parku Narodowego. Zajrzyjmy tam na wystawę. Zawsze jest jakaś, a to cudne fotografie prezentuje Wiktor Wołkow, a to znów bracia Kłosowscy czynią świat Biebrzy jeszcze bardziej dzikim, pokazując swoje zdjęcia urokliwej natury.
Stąd zabierze Was przewodnik z Osowieckiego Towarzystwa Fortyfikacyjnego na szlak raptem dwugodzinny, do serca fortecy. Jeśli trafi się Wam Mirek Worona, zwany Dobrym Duchem Twierdzy - to wygraliście jedyne w swoim rodzaju opowieści. Mirek to prezes Osowieckiego Towarzystwa Fortyfikacyjnego i to on odkrywa swoją miłość dla innych. Prowadząc do Muzeum Twierdzy, a potem szlakiem caponier, schronów i długich korytarzy opowie legendę o Czarnej Damie - a w tunelu śmierci ciemnym jak krecia nora o duchu carskiego oficera, który odebrał sobie życie z niedościgłej miłości do urodziwej goniądzanki. Dwie godziny to mało, żeby obejrzeć całą twierdzę, ale wystarczy, żeby posłuchać opowieści o historii tej fortecy.
A jak za mało, to polecam jeszcze mały spacer na Górę Skoblę. Szlak zaczyna się tuż przy drodze to twierdzy i malowniczą ścieżką wiedzie obok następnych schronów i pnie się w górę, jakoby Beskidy trzeba było pokonać. Tu też jest wieża widokowa, z cudną panoramą na przestrzeń za forteczną fosą. Świetne miejsce na kontemplowanie zieleni, a w czerwcu fioletowych łanów firletki poszarpanej. Dzień minie, a wracać na asfaltową drogę nie będzie się chciało...
Biebrza, maj 2010 Kazimierz Radzajewski










