Rozlewiska pod Brzostowem
Zostajemy na prawej stronie Biebrzy - już na Mazurach, bo tak nazywali ten teren i ludzi mieszkańcy Dolistowa, Goniądza, Trzciannego. Mazury? Po trosze to prawda, po płaskiej ziemi po horyzont, zaczyna się mała garbacizna i jeziorka małe wprowadzają inny wystrój i nastrój. Z wysokiego brzegu Biebrzy więcej widać, na wysokim brzegu bagien nie ma, tylko wioseczki barwne i rzeka w dole jak granica opasana na kole horyzontu.
Wracamy zatem na powrót przez Grajewo i nie dojeżdżając do Kanału Rudzkiego, skręćmy w prawo leśnym duktem na Łomżę. Sośnia w ostatkach puszczy wytycza pierwszy punkt na szlaku zielono - lazurowym. Tylko kilka kilometrów dalej, w Mścichach trzeba wjechać w trakt zwany Białym Grądem. Nie dotrze się tam wczesną wiosną, gdy rzeka wyleje jeziorem. Ale wtedy jest to rozgęgany gęgawami i klangorzący żurawiami i niemym i krzykliwym łabędziem - świat zasłuchania i zapatrzenia. Lato na Białym Grądzie bywa niespodzianką. Mała zielona plaża, z wieżą widokową obok i gorące kałuże rozlanej rzeki. A ta już szeroka i granatową tonią nie kusi do sprawdzenia głębokości. Obok czapla siwa i jej biała koleżanka, wcale nie takie płochliwe. Aromaty ziół unieść się każą i zatracić się w zielonej przestrzeni z nieba częścią - tylko dla ciebie.
Z Mścich na Radziłów droga prowadzi, ale nie tam się zatrzymamy. Poszukajcie na mapie, bo drogowskazów w tej okolicy nie ma - odnajdźcie w polnych drogach wieś Kramarzewo. Niby zwyczajna, ale nadzwyczajną posiada świątynię. Stała dawniej w Radziłowie i na szczęście twórcy nowego kościoła z betonu nie pozwolili zniszczyć drewnianej pamiątki wiary przodków. Pomogli prawdziwi górale i deska po desce, belka za belka odtworzyli świątynię w Kramarzewie. Obok taka sama dzwonnica, a klucze do kościoła ma młodziutki organista z domu przed świątynną bramą. I zagra ci nawet, Poloneza Ogińskiego i Ave Maria. Stare deski we freski kwieciste wymalowane głos wzmagają, a pudło rezonansowe stropu owalnego wibruje piszczałkami basów i tenorów z chóru. W dole z ambony w dziób łodzi złożonej głos kaznodziei słychać - to jakby fragment Biblii z cytatem Świętego Pawła o największym darze...
Emocje, fascynacje, zauroczenia - tego znajdziesz w nadmiarze, o ile chcesz to odnaleźć. Znajdziesz za chwilę wieś jak ze zdjęć w sepii. To Brzostowo, a potem Burzyn też z wieżą - żeby spojrzeć na drugą stronę Biebrzy i spróbować odnaleźć Barwik i Bagno Ławki. Kamienie jak kładka prowadzą w zatoczkę ciepłego rozlewiska rzeki. Chcesz zobaczyć pływające... krowy? Poczekaj, tak jak czeka w Brzostowie na godzinę 16 każdy artysta fotografik. To o tej porze i w porze dojenia stado krów pasących się na aromatycznej łące po drugiej stronie rzeki, wraca same do obór. Tumult się robi, w rzece łeb przy rogatym łbie, a one płyną - tak samo, jak pływały krówki 100, 200... setki lat temu. Lazurowy kawałek popołudniowego nieba jest jedynym dopuszczalnym tłem w tym atelier czarodziejki - natury.
Nie kończymy jeszcze naszej podróży, choć zaraz jest Wizna i tam Biebrza kończy swój bieg w Narwi. Jeszcze nie teraz... - przed nami kraina zauroczeń w odsłonach najważniejszych.
Biebrza, maj 2010 Kazimierz Radzajewski










